
Bruksela chce nowego podatku od hazardu. Serio?
Czy w Polsce wciąż mało podatków?
I choć na razie mówimy jedynie o propozycji, to już teraz budzi ona sporo emocji. Szczególnie w krajach takich jak Polska, gdzie operatorzy działają w otoczeniu jednych z najwyższych obciążeń podatkowych w Europie.
Dla przypomnienia
1. Podatek od zakładu (obrotowy) – 12%
- Od czego jest pobierany: Od stawki każdego zawartego zakładu.
- Jak to działa w praktyce: Jeśli wpłacasz na kupon 100 zł, to 12 zł trafia bezpośrednio do budżetu państwa, a gra toczy się o wygraną wyliczoną z pozostałej kwoty - 88 zł.
Uwaga: Podatek jest pobierany automatycznie przez bukmachera w momencie zawierania zakładu. Nie ma znaczenia, czy kupon okaże się wygrany, czy przegrany.
2. Podatek od wygranej – 10%
- Od czego jest pobierany: Od jednorazowej wygranej, która przekracza kwotę 2280 zł.
- Jak to działa w praktyce: Danina jest naliczana ryczałtem od nadwyżki ponad tę kwotę (lub od całej sumy, zależnie od typu gry/zakładu), a bukmacher odprowadza ją do urzędu skarbowego.
3. Zwolnienia z podatku
Część zakładów wzajemnych w Polsce jest zwolniona z opodatkowania podatkiem od gier. Obejmuje to m.in.:
- Gry hazardowe do 2280 zł: Wygrane poniżej tego progu nie podlegają podatkowi dochodowemu.
Promocje bukmacherskie: Legalni bukmacherzy oferują okresowe promocje typu "Gra bez podatku", gdzie biorą ciężar opłaty 12% na siebie. W takich sytuacjach wygrane gracza są wyższe, ponieważ bukmacher opłaca podatek z własnej marży.
Brakuje pieniędzy? Opodatkujmy kolejną branżę
Logika wydaje się prosta. Unia potrzebuje pieniędzy na nowe wydatki, więc szuka nowych źródeł dochodu. Wśród różnych propozycji pojawił się także pomysł objęcia dodatkową daniną sektora hazardu online.

Brzmi znajomo? Dla wielu przedsiębiorców i podatników bardzo.
Bo ilekroć pojawia się problem z finansowaniem nowych projektów, pierwszą odpowiedzią polityków wydaje się być: „a może wprowadźmy nowy podatek?”.
Tym razem chodzi o branżę, która już teraz odprowadza miliardy do budżetów państw członkowskich.
Jak to może wyglądać w Polsce?
No właśnie. To pytanie powinno paść jako pierwsze. Polski rynek hazardowy od lat funkcjonuje pod bardzo wysoką presją podatkową. Legalni operatorzy płacą podatki, spełniają wymogi regulacyjne, inwestują w odpowiedzialną grę i walczą z nielegalną konkurencją. Teraz mogą usłyszeć, że powinni dorzucić jeszcze coś do wspólnej europejskiej skarbonki.
Zwłaszcza że historia pokazuje, iż nadmierne opodatkowanie często przynosi skutki odwrotne od zamierzonych. Gdy legalna oferta staje się mniej atrakcyjna, część graczy zaczyna rozglądać się za alternatywami. A te bardzo często znajdują się poza regulowanym rynkiem i poza jakąkolwiek kontrolą państwa.
W efekcie wszyscy mają problem. Państwo traci wpływy, legalne firmy tracą klientów, a szara strefa zaciera ręce.
Kolejny podatek, ale gdzie jest granica?
Najbardziej zastanawia jednak coś innego. W europejskiej debacie coraz częściej słyszymy o nowych opłatach, podatkach i składkach. Znacznie rzadziej natomiast o ograniczaniu kosztów czy szukaniu oszczędności.
Dla zwykłego obywatela przekaz jest prosty: jeśli potrzeba więcej pieniędzy, ktoś musi zapłacić więcej.
Pytanie tylko, czy naprawdę doszliśmy do momentu, w którym każda branża osiągająca przyzwoite wyniki finansowe automatycznie staje się kandydatem do kolejnego opodatkowania.
To dopiero początek dyskusji
Na szczęście nic jeszcze nie zostało przesądzone. Przed propozycją długa droga legislacyjna, a część państw członkowskich już teraz patrzy na ten pomysł z dużym sceptycyzmem.
Ale sama dyskusja pokazuje pewien trend. Kiedy w Europie potrzeba pieniędzy, coraz częściej nie pada pytanie „gdzie możemy zaoszczędzić?”, tylko „kogo możemy jeszcze opodatkować?”.
I właśnie dlatego warto obserwować rozwój tej sprawy. Bo jeśli nowa danina rzeczywiście wejdzie w życie, Polska może znaleźć się w grupie krajów, które odczują jej skutki najmocniej.
A wtedy wielu przedsiębiorców i graczy może zadać sobie całkiem zasadne pytanie: czy naprawdę problemem było to, że podatków było za mało?

